20 styczeń 2014

19.01.2014 

Dzisiaj, w drugą niedzielę po Epifanii, zatrzymamy się na chwilę nad słowami tak trochę mistycznie brzmiącymi! Niektóre fragmenty biblijne są dosłownie „ukierunkowujące” – mówią nam w sposób prosty i oczywisty, co mamy czynić, a czego nie. Inne zaś miejsca w Piśmie są trochę „zasłonięte“ – trzeba nad nimi się zastanowić, pomedytować. Wiemy jednak, że gdy człowiek sam do czegoś dotrze, wpadnie na trop, to jest to dla niego cenniejsze niż podane gotowe na tacy.

„Jeśli ktoś miłuje Boga, ten jest poznany przez Niego“. To interesujące zdanie. W jaki sposób „poznany“? Czyż Bóg nie poznaje ludzi, którzy Go miłują? Jest poznany dopiero wtedy, gdy Go miłuje? Czyż wcześniej o nim nic nie wie? W jakim sensie Boże poznanie jest reakcją na ludzkie miłowanie? Szukałem jakieś pomocy w odpowiedzi na te pytania w różnych przekładach na języki obce i w grece – lecz wytłumaczone jest to wszędzie w jednakowy sposób – kto miłuje Boga jest przez Niego poznany.

Miłowanie i poznawanie w przeszłości podzieliły i rozdzieliły Kościół. Już w pierwszym wieku powstawały społeczności, dla których podstawą wiary było poznawanie. Poznawanie ukrytego, nieprzeniknionego, tajnego i niewypowiedzianego! Poznanie oznaczało zbawienie – aż przejrzę, aż zrozumiem, wtedy stanę się osobą zbawioną i wyzwoloną. Znamy to już z naszych czasów – hasło „Wiedza i praca życie wzbogaca“ jest reminiscencją takiego przekonania. W przeciwieństwie do tego klasyczna gałąź chrześcijaństwa wybrała stronę przeciwną - stronę miłości: „Nic nie wiemy (guzik co wiemy!), a jedyne, co wiemy to fakt, że przede wszystkim powinniśmy kochać Pana Boga! Również bliźniego, o czym nie wolno nam zapominać”.

Apostoł Paweł tym twierdzeniem próbuje czegoś dowieść, coś wyjaśnić. Kto miłuje Boga, jest przez Niego poznany. Ludzi jedynie stać na miłość. Co możemy dla Boga uczynić więcej? Czy możemy Mu coś dać, czego On nie posiada? W jakiś sposób przypodobać? Czy możemy Go badać, lustrować, próbować definiować? Nie da się. Możemy Go jedynie kochać.

Z pewnością, Bóg zna wszystkich. Lecz ten, kto Go miłuje, czuje, że go Bóg poznaje. Niewierzącemu taka myśl nie przyszłaby do głowy. Lecz ten, kto się „zadał“ z Bogiem, kto Go pokochał, przeżywa jako wielką zmianę w swym życiu fakt, że Bóg go zna. W jednej chwili to dla niego oznacza coś wyjątkowego i wielkiego.

Gdy kobieta pokocha mężczyznę a mężczyzna kobietę to obnażają i odkrywają się przed sobą – nie mają przed sobą żadnych tajemnic, nie chcą przed sobą niczego ukrywać. Często pytają się siebie nawzajem; "Czy wciąż chcesz mnie kochać, gdy usłyszałeś ode mnie wszystko to, co o sobie wiem najgorszego?"

"Czy będziesz mnie jeszcze kochała, gdy poznałaś me wszystkie słabości i wiesz o tym, czego się wstydzę?"

Przypuszczam, że świadomy chrześcijanin, który kocha Boga, nie może czuć dającego spokój zadowolenia, że udało mu się oszukać swego bliźniego. Trapią go wyrzuty sumienia, ponieważ wie, że Bóg doskonałe go zna. Gdy już raz uwierzył i pokochał Boga, to wciąż będzie świadom obecności wokół siebie Tego, kto doskonale poznał. Zna nas lepiej, niż my sami. Zastanówmy sie nad tym – to jest przecież ogromna różnica jaka istnieje pomiędzy wierzącym i niewierzącym. Niewierzący nic takiego nie odczuł i nie doświadczył. Tego uczucia, że ktoś go po prostu zna takiego, jakim jest naprawdę. Mężczyźni i kobiety mogą bardzo dobrze poznać sie nawzajem. A mimo to posiadają przed sobą jakieś tajemnice, o czymś nie mówią, przeżywają nierzadko w samotności i niezrozumieniu. Lecz Bóg zna nas doskonale.

Dlatego uważam, że tak bardzo ważna jest społeczność kościelna. Tutaj mamy śmiałość być tymi, kim naprawdę jesteśmy. Nie przed ludźmi, ci na to nie są całkowicie dojrzali. Czasami szczere wyznanie swych słabości może został nadużyte przez wcale nie święte siostry i bracia... Możemy czuć się doskonale wolni od udawania przed Bogiem. Z pewnością za jakiś czas da się zauważyć to w kontekście relacji z bliźnimi.

I właśnie w związku z tym apostoł tak się wyraził. Pisał o ludziach słabych w wierze i radził, by ich nie gorszyć. Chodziło wtedy o spożywanie mięsa poświęconego bożkom pogańskim. Niektórzy je jedli, bo kult bałwochwalczy nie przedstawiał dla nich żadnej wartości, przestał być ważny w ich świadomości. Słabsi w wierze nie mogli temu jednak sprostać. Ci „silni“ bazowali na swym poznaniu. Zaczęli wynosić się nad tych „głupszych“. Paweł zaś to w misterny sposób wytłumaczył, całą rzecz obracając – jedynym, który ma nad nami przewagę w poznaniu jest sam Bóg. Nam jednak o wiele bardziej pasuje miłość, do twarzy nam z nią. Również tym słabszym braciom i siostrom. Poznanie wiedzie często do arogancji i pychy, a Bóg nie jest arogancki. Miłość ku Bogu jest w pewnym sensie lekiem, środkiem zapobiegającym pysze. A wiara utrzymuje nas w stanie niegotowości, pokory, jeśli chodzi o nasze poznanie.
Czasami, obserwując naszych bliźnich, zadajemy sobie pytania: Jak to jest, że ten drugi nie widzi dalej niż koniec własnego nosa? Co takiego o sobie myśli? Że wszystko wie najlepiej? Z arogancją i pychą walczył Kościół już od swych początków. Paweł zaś radzi: wyobraźcie sobie, jak wiele wie o nas Bóg! To wam pomoże znaleźć prawidłową relację z bliźnim.

To nie są akademickie rozważania – w bardzo praktyczny sposób wiąże się i przeplata z naszym życiem. Ileż to różnych informacji codziennie jesteśmy w stanie przetworzyć w naszym wnętrzu? Pomów, oszczerstw, fałszywych świadectw o innych. Haniebnych historii. Poznanie daje ludziom złudne poczucie mocy nad drugim człowiekiem. Posiadam na niego coś wstrętnego, tak więc mogę was przekonywać, że w porównaniu z nim jestem lepszym człowiekiem! Mogę przedstawić to z detalami, opowiedzieć, w jaki sposób do tego doszło, jak źli są ci drudzy! Lub głupsi, wszystko jedno. Lecz ktoś z boku słucha i zadaje sobie pytanie: Gdzie podziała się miłość? Czy jest tu jeszcze miejsce na ochotę nawiązania przyjacielskich relacji? Porozumienie i pojednanie zapewnić może jedynie wspólna miłość do Boga. Myślę, że jest to recepta na rozwiązywanie problemów związanych zarówno z mięsem pogańskich ofiar kilkanaście wieków temu, jak i relacji pomiędzy mężczyzna i kobietą, gdy ci dwoje poprzez głęboką miłość poznają się wzajemnie i nie boją się jedno drugiego, ponieważ są pewni swej miłości. Jest to recepta na pokój między chrześcijanami. O tym warto pamiętać w rozpoczynający się Tydzień Ekumeniczny.