18 luty 2014

26.01.2014

Przechodząc ostatnio obok bazaru natknąłem się na człowieka z wiklinowym koszem pełnym zwykłych, poczciwych brzozowych mioteł. Piękna, mocno związana wikliną brzozowa miotła.  Gdy przeciągnie się taką miotłą po chodniku pełnym piasku i śmieci – panie, to sprząta! A jak wymiata sól i błoto z chodników! Nie ma jak poczciwa brzozowa miotła! Podobnie ze szczotkami z trawy do czyszczenia dywanów – jeszcze w moim domu w dziecięcych latach używano jej.    

Dzisiaj jednak ludzie kupują do sprzątania ulic spalinowe dmuchawy, a do domu elektroniczne odkurzacze - takie ultranowoczesne, płaskie roboty, które same są w stanie jeździć po podłodze i dokładnie wygarniać małymi rączkami kurz z rogu pokoju i zanim skończą program to jeszcze doładować energię, w dodatku ugotuje roztocze na śmierć i rozsieje w powietrzu woń fiołków.

I tak to nasza poczciwa brzozowa miotła stoi na targu i tylko niektórzy ją kupują...

W czasie tygodnia ekumenicznego, nabożeństw w poszczególnych kościołach, narzekań, że ludzi biorących w nich udział coraz mniej, a nowych i młodych wcale, że formuła już się zestarzała, że trzeba czegoś nowego, ożywczego, przyciągającego, tak więc biorąc udział w codziennych takich nabożeństwach zadaję sobie pytanie, co takiego właściwie oferuje światu  kościół chrześcijański? Jaki jest ten nasz flagowy produkt? Czy nie mijamy się z oczekiwaniami? A jeśli narzucamy się ludziom z produktem, który już stracił na atrakcyjności? Albo jest zbyt toporny, prymitywny i nieprzyjemny na współczesne czasy?

Wysłuchaliśmy przed chwilą ciekawej historii. Jan pyta się Jezusa, kim On jest. Jezus odpowiada, że dokonuje cudów, które były przepowiedziane dla osoby Mesjasza. Lecz gdy uczniowie Jana zaczęli odchodzić, zaczął zadawać pytania ludziom dookoła: „Na co przyszliście popatrzeć? Na celebrytę? Proroka? On jest prorokiem! I to jeszcze jakim! Lecz dla was to nic nie znaczy, i tak go nie słuchacie. Pragniecie jedynie sensacji. Jesteście jak dzieci, które siedzą na rynku i wołają na swych rówieśników: Graliśmy wam a wy nie tańczyliście, narzekaliśmy a wy nie załamywaliście rąk! Przyszedł Jan- nie jadł i nie pił – a mówią, że jest szalony. Przyszedł Syn Człowieczy – tan je i pije, a mówią o Nim: Oto przyjaciel grzeszników i celników, żarłok i pijak!“ Tak, według Jezusa, wyglądają Jego współcześni. Nic ich nie może zaspokoić. Nikt im nie może dogodzić. Jan jest dla nich zbyt ascetyczny. Jezus zaś zbyt hedonistyczny – zbyt mocno kocha życie! Tak naprawdę okazuje się, że problem spoczywa gdzie indziej. Ludzkie postrzeganie świata w sposób powierzchowny. Chcą A, dostana więc A, lecz w tym momencie pragną B. I gdy otrzymają B, to już im nie wystarcza.

Doprawdy nie wiem, czy swą pracę wykonuję dobrze. Jeśli nie jestem zaprzątnięty zbyt schematycznym sposobem myślenia, nie wiem czy nie powtarzam niezrozumiałych frazesów czy schematów. Być może czas rzucić to wszystko i zacząć pracować jako sprzedawca tych super odkurzaczy – robotów, wykonujących wszystko za nas. Czasami mam wrażenie, że istnieje zapotrzebowanie na wiarę w wydaniu poetyckim, miękkim i przyjemnym, trochę mistycznym, trochę humanistycznym, owiewająca twarz jak łagodny wiaterek w środku parnego dnia... Mało kto chce słuchać o grzechu, o tym, że trzeba się nawrócić, zmienić wewnętrznie, pokutować, oczyścić z brudu. Mało kto czuje, że potrzebna jest dla niego ta zwykła brzozowa miotła doskonała na ubłocone podwórko. Co najwyżej, myślą, wystarczy im szampon przeciwłupieżowy. Niektórzy czują się nieskazitelnie czyści. Twierdzą: „My mamy zapewnione niebo, a ty prostacki chrześcijaninie rodem z ciemnego średniowiecza niedorzecznie nurzasz się w rozpamiętywaniu grzechu.” No, nie jestem pewien... Być może naprawdę wykonuję to w zły sposób i nie wyczuwam, czego żąda dzisiejsza doba. Być może tak często myślę o grzechu bo własne sumienie obciążone jest wieloma winami... Cóż, trzeba samemu osądzić, a kolejne przypowieści Jezusa być może ułatwia nam wyciągnięcie wniosków:

Jezus opowiadał często, jak to jest z Królestwem Bożym. Użył przykładu dwóch sług, z których jeden był winien ogromną sumę pieniędzy. Życia by mu nie starczyło na spłatę tego długu. Drugi zaś był winien śmiesznie mało. Mimo to ten pierwszy okazał się niemiłosiernym okrutnikiem względem tego drugiego, nawet gdy pan anulował mu nieporównywalnie wyższy dług. Dlaczego? Dlatego, że wzgardził odpuszczeniem. Miłosierdzie suwerennego pana nic dla niego nie znaczyło. To, że pan usunął ze swych rejestrów uciążliwy dług, nie przemieniło jego życia.

Historia ta związana jest z jeszcze inną – opowieścią o kobiecie, która zraszała nogi Jezusa swymi łzami i drogocennym olejkiem i potem wycierała je własnymi włosami. Tym razem nie podobało sie to faryzeuszowi Szymonowi. A wtedy Jezus opowiedział mu przypowieść o dwóch dłużnikach – jeden był winien pięć denarów a drugi pięćdziesiąt. Obydwóm Pan puścił ich długi w niepamięć. Który z nich będzie bardziej wdzięczny Panu? Oczywiście, ten, któremu wybaczono więcej. Kobieta była grzesznicą,  jej wiara była autentyczniejsza, dlatego, że jej było wiele wybaczone.

Sądzę, że to jest według Jezusa duchowe przeżycie numer jeden. Niezbędny warunek wiary. Pojednania z Bogiem nie może przyjąć ten, kto nie wie, dlaczego miałby go szanować, kto swojego długu nie uważa za problem i nim się w ogóle nie przejmuje. Z religijnego oczarowania i fascynacji rodzi się tylko przesąd.

Faryzeusz zgorszył się wdzięcznością kobiety. Niczego nie pojął.

ezus mówił, że jest tu dla chorych. Jesteśmy chorymi ludźmi. Nasza codzienna droga nie prowadzi prosto do nieba. A naszym problemem nie jest łupież na kołnierzu. Jesteśmy cali ubłoceni od stóp do głów. Ten nowoczesny odkurzacz-robot szybko by się zagotował próbując nas wyczyścić. Pomoże jedynie stara, poczciwa brzozowa miotła. Lecz nie każdy chce ją kupić. Na to czują się zbyt czyści...

Czy możemy jeszcze coś nowego wymyśleć? „Graliśmy wam, a wy nie tańczyliście, narzekaliśmy a wy nie rozpaczaliście“ Z pewnością wchodząc pierwszy raz do kościoła mieliśmy różne wyobrażenia i oczekiwania. Troszkę zastanawialiśmy się na temat Boga, czy On istnieje. A Pan Bóg zna różne ścieżki a my odkrywamy je bardzo powoli. Muszą minąć czasami lata zanim zrozumiemy, co jest podstawą wiary. Nie, że istnieje! Ale, że On jest dla nas, dla ciebie i dla mnie! Dlatego, że bez Niego bylibyśmy w brudzie po uszy.

Dlatego każde ze spotkań w kościele, bez względu na wyznanie, jest przypomnieniem, że grzechu mydłem nie zmyjemy. Że musiał Ktoś umrzeć, abyśmy nie żyli jedynie na pozór.

Tak więc, co oferuje światu kościół chrześcijański? Co takiego proponuje Jezus? Czy jest On wciąż Zbawicielem? Czy istnieje zapotrzebowanie, popyt na zbawienie? Czego właściwie od Niego oczekujemy? Aby tańczył lub rozpaczał? Nie, aby wykupił nas od naszych grzechów. I ta wieść, jeśli przyjęta, odmienia.

Być może nie do końca potrafimy to wyjaśnić w sposób jasny i zrozumiały. Lecz chodzi jedynie i tylko o to.