05 marzec 2014

02.03.2014 

Po przeczytaniu wielu fragmentów Biblii odnoszę wrażenie, że pojęcie "wieczność" dawno temu pojmowane było zupełnie inaczej, w inny sposób traktowano wieczność w porównaniu do dnia dzisiejszego. Prawdopodobnie dlatego, że posiadano do dyspozycji o wiele mniej czasu niż my dzisiaj. Życie ludzkie było o całe dziesięciolecia krótsze, starości dożywał mało kto, a choroby, zarazy, epidemie i wojny kosiły całe narody. Człowiek mocnej odczuwał swą tymczasowość, czuł się jak ta para wodna nad garncem, jak poranna mgła, która za kilka chwil się rozwieje. Dzisiaj w większości przypadków dożywamy wieku, w którym już sami życzymy sobie śmierci, ponieważ lekarze umieją te nasze od pewnego momentu mdłe i bez wyrazu lata przedłużać aż do umęczenia i znudzenia. Lecz wcześniej tak nie było. Gdy wtedy padło słowo wieczność, oznaczało to coś długiego, po prostu trwalszego od nas samych. Dzisiaj, gdy powie się wieczność, wyobraźnia ukazuje obrazy kosmosu i miliardy lat świetlnych. Pamiętamy, jak małym dzieciom pomału mija czas – jest on tak względny!

Żydzi prowadzili spór z Jezusem o Mesjasza. Mówili, że ma On trwać na wieki. Gdy więc Jezus przepowiadał swe wywyższenie, czyli ofiarę na krzyżu i śmierć, utwierdziło to ich w przekonaniu, że nie jest prawdziwym Mesjaszem. Lecz Jezus cierpliwie tłumaczył, jak jest naprawdę: "Przestańcie dogmatyzować! Odpuśćcie sobie teologiczne konstrukcje. Lepiej rozejrzyjcie się dookoła! Widzicie światło? Wykorzystajcie więc teraz ten moment i biegnijcie naprzód, by nie zaskoczyła was ciemność! Za chwilę znów się ściemni i nie będziecie widzieli nic na krok. Wierzcie w światło i bądźcie dziećmi światła."

Tym światłem jest oczywiście Jezus. Jego obecność, Jego mądrość, słowa, osobisty przykład. Doświadczeniem pierwszych chrześcijan było skojarzenie – Jezus = światło świata! Dziećmi światła stajemy się będąc Jego uczniami. W Nim zaczynamy widzieć. Bez Niego zaś nasza droga zamienia się w przebieranie nogami w miejscu.

Gdy Jezus odwraca uwagę swych słuchaczy od wieczności a skierowuje na teraźniejszość, to ma w tym swój cel. Jezus mówi tym samym: "Żyjcie w teraźniejszości. Nie przegapcie życia tu i teraz. Bo teraz toczy się gra o wszystko!"

Z Biblii dowiadujemy się, że Izraelici doświadczyli jednej z licznych sytuacji odmieniającej ich życie. Dopóki krążyli po świecie i mieszkali w namiotach na pustyni, wyglądali Pana, oczekiwali Go i rozglądali się za Nim. Lecz gdy zbudowali sobie domy z kamienia i drewna, zasadzili winnice i wydzielili pola pod uprawy, zgnuśnieli i rozleniwili się i przestali tak często myśleć o Panu. Nagle zaczęli mieć mnóstwo czasu. Mogli pozwolić sobie na planowanie swej przyszłości, uświadomili sobie swą stabilność i trwałość: "Spójrz, Panie, nasza Świątynia, jak solidnie zbudowana!".

Lecz jednocześnie ta żarliwa relacja z Bogiem ulegała zapomnieniu. Charyzmatyczna służba powołanych i wybranych przez Boga Sędziów zastąpiona została dynastiami coraz bardziej zdegenerowanych potomków królewskich... A Jezus na powrót przywrócił na pierwszy plan obecną chwilę! Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj... Królestwo Boże już jest teraz między wami... Dzisiaj przyszło zbawienie do tego domu!

Z pewnością wiemy, w jak inny sposób zachowuje się człowiek, który ma mało czasu. Wszystko przeżywa o wiele intensywnie. I nie dzieje sie tak jedynie w przypadku zbliżającej sie śmierci, skracającej perspektywę życia. Jezusowi nie chodzi o to, byśmy przeżywali w pełni życie jedynie dlatego, że jutro możemy umrzeć. Wie dokładnie, że ten scenariusz Go czeka – idzie do Jerozolimy, gdzie będzie wywyższony. Jak to zaś z nami będzie – to wciąż otwarta sprawa. Mamy jednak żyć pełnią życia dlatego, że jest ono rozświetlone, oświetlone przez Niego.

Czytaliśmy wezwanie apostoła Pawła – "Niech słońce nie zachodzi nad gniewem waszym!". Jak by to było, gdyby człowiek był w stanie każdą nieprzyjemną dla siebie sprawę wyjaśnić i rozwiązać do wieczora! Żeby nie śniła mu się po nocach, nie uwierała dnie i miesiące. Szkoda każdego dnia, w którym dzieci i dorośli idą spać ze łzami w oczach... Każdego dnia, w którym kłócą się bliscy sobie ludzie... Każdego dnia, w którym niepotrzebnie i bezzasadnie odłożyliśmy na później coś pięknego...

Myślę, że ta mesjańskość Jezusa pomaga nam zachować teraźniejszość. Żeby nam życie nie przesypało się jak piasek między palcami. Żeby było za czym się obejrzeć i żebyśmy czuli, że życie było warte przeżycia. Z pewnością pomaga temu modlitwa, zatrzymanie się na chwilę, zamyślenie się, rano wyglądając nowego dnia a wieczorem oglądając się za siebie żeby ocenić go. Jezus oświeca naszą teraźniejszość gdy mówi: "Kto ma, temu jeszcze zostanie dodane, kto nie ma, temu będzie odjęte nawet to, co uważa za własne. Albo człowiek jest świadom tego, co otrzymał, świadom swego bogactwa, które może utracić, albo tego nie wie, jest wciąż czegoś głodny i nic go nie jest w stanie zaspokoić. To wszystko da się poznać już teraz!"

Do tej teraźniejszości należy również obraz chleba. Musi zostać on zjedzony. Nie możemy zachować go na wieki. Bo za chwilę nie będzie nadawał się do jedzenia. Przyszedł z nieba, aby został spożyty. To bardzo proste podobieństwo. Kto żyje z niego, żyć będzie na wieki. A to oznacza, że właśnie w tym momencie zaczyna się wieczność! To nie Mesjasz przechowywany w formalinie dla przyszłych pokoleń, lecz Pan który poświęca się za życie świata. Żeby świat zaczął żyć naprawdę! A my z nim i w nim.