13 marzec 2014

09.03.2014 | Nabożeństwo wieczorne | 1 Mż 3, 1-19

Grzech kojarzy nam się z czymś złym. Ilekroć jakaś osoba zrobi coś, co wywołuje w nas negatywne uczucia, nazywamy ten czyn grzechem. Mówimy wtedy: zgrzeszyłeś, zrobiłeś coś złego, przestań grzeszyć, nawróć się. Grzech stał się dla nas niemoralnym czynem, a nawrócenie zaprzestaniem czynienia tego.

Wszyscy mamy zakodowany w głowie pewien kodeks, wszyscy wiemy, co w naszym środowisku uchodzi za coś dobrego, a co za coś złego. Staramy się żyć według zasad, będących dla nas drogowskazem w codziennym życiu. Dlatego utożsamiliśmy pojęcie grzechu z niemoralnym czynem, czyli występkiem przeciwko uznanej przez nas zasadzie. Nieprzestrzeganie przepisów stało się dla wielu z nas synonimem słowa grzech. Ale czy grzech jest tak naprawdę czynem?

W Księdze Rodzaju, czytamy, że Bóg zakazał Adamowi i Ewie jedzenia owoców z drzewa poznania dobra i zła. Bóg ustanowił pewną zasadę, która później została złamana przez pierwszych ludzi. Tak czytana historia umacnia nas w przekonaniu, że grzechem jest nieprzestrzeganie jakiegoś nakazu. Ale czy grzech jest tak naprawdę tylko czynem? Czy przez utożsamianie grzechu tylko z niemoralnym aktem nie utraciliśmy jego głębszego sensu?

Gdy byłem młodszy zawsze słyszałem od moich nauczycieli, że grzech popełniony przez pierwszych ludzi zmienił i zepsuł całkowicie późniejszą naturę każdego człowieka i sytuacji wokół niego. O ile było to dla mnie niezrozumiałe, dlaczego dzisiejszy człowiek musi ponosić odpowiedzialność za błąd pewnej pary z Raju, zdawałem sobie sprawę, że w ludzkim życiu obecne są śmierć, cierpienie i zło.

Pojęcie grzechu pierworodnego kojarzy się niektórym z nas z wydarzeniem mającym miejsce tysiące, jeśli nie miliony lat temu. Wyobrażamy sobie pewnego mężczyznę i pewną kobietę żyjących w pięknym zielonym ogrodzie, w pełnej harmonii z przyrodą i Bogiem. Nasz mężczyzna i nasza kobieta dostają pewien warunek. Mogą jeść wszystko z wyjątkiem owoców z pewnego drzewa, gdyż może to skończyć się dla nich śmiercią. Jak wszyscy dobrze wiemy, historia naszych bohaterów nie kończy się na tym. Adam i Ewa zostają skuszeni przez gadającego węża, który używając podstępu nakłania kobietę do zjedzenia owocu. Zapewnia ją, że zjedzenie owocu nie skończy się dla nich śmiercią, lecz poznają dobro i zło oraz staną się tacy jak Bóg. Ludzie pragnący mądrości utracili swoją niewinność, skosztowali owocu i otworzyły się im oczy. 

Adam, gdy tylko słyszy przechadzającego się Boga, chowa się ze wstydu przed swoją nagością i próbuje usprawiedliwić swoje zachowanie. Mężczyzna tłumaczy się najlepiej nam znanym sposobem – zrzuca odpowiedzialność na kobietę. Adam i Ewa zostają wygnani z Raju. Nasz świat pełny jest chorób, cierpienia i śmierci. Człowiek stał się podobny do Boga – zna dobro i zło. 

Myślę, że dosłowne rozumienie dzisiejszej historii może doprowadzić nas do błędnych i bardzo szkodliwych wniosków. Wydarzenie mające miejsce w Księdze Rodzaju nie jest wydarzeniem historycznym i również nie należy go w ten sposób traktować. Nie powinniśmy zrzucać odpowiedzialności za to, co nas dzisiaj spotyka na obcego nam Adama i obcą nam Ewę.

Lekcja Starego Testamentu nie mówi nam, abyśmy odnaleźli historycznego Adama i Ewę i przyjęli do wiadomości, że to ich wina – że to wszystko przez nich. Historia Upadku jest historią nas samych. Tym Adamem i Ewą, a nawet wężem, jesteśmy my. To my upadamy i to my tracimy nasz Raj na ziemi. Adam i Ewa nie są odległymi postaciami, które znajdziemy cofając się w czasie do początków powstawania świata. Adam i Ewa są nam bardzo bliscy, to „Adam i Ewa” mówią nam o tym, kim jesteśmy. To my jesteśmy nimi.

Ale tak rozumiana historia nadal nie odpowiada na pytanie, czym jest grzech i co on oznacza dla człowieka? Czy dzisiejszy człowiek w ogóle uświadamia sobie, czym tak naprawdę jest grzech i co chce nam powiedzieć Apostoł Paweł, gdy czytamy w Liście do Rzymian o powszechnym grzechu ludzkości i o tym, „że śmierć przyszła, bo wszyscy grzeszyli” (Rz 5, 12)?

Nie nazywajmy grzechu po prostu złym uczynkiem. Nie utożsamiajmy go tylko z niemoralnym aktem. Grzech ma na pewno wiele wspólnego z tym, co nazywamy uchyleniem się od praw moralnych, choć w istocie nim nie jest.

Grzech jest stanem i towarzyszy każdemu z nas niezależnie od tego, czy staramy się prowadzić spokojne i pobożne życie, czy nie. Grzech dotyczy każdego z nas i nikt nie może powiedzieć, że Grzech go nie dotyczy. Grzech był, jest i będzie towarzyszył każdemu człowiekowi na ziemi, ponieważ życie jest pełne bólu, marności i śmierci.

Jeśli grzech nie jest czynem, a stanem, to jest on niewymierny. Nie możemy powiedzieć, że zgrzeszyliśmy 5, 10 czy 20 razy i teraz to odpracujemy, odpokutujemy tyle samo razy, aby bilans wyszedł na zero. Abyśmy byli kwita z Panem Bogiem. To nie grzechy, ale grzech, który jest czymś więcej niż tylko złym uczynkiem, jest największym problemem naszego życia.
Grzech jest naszym wyobcowaniem, naszym oddzieleniem się i odejściem od Boga, od ludzi i od samego siebie. Grzech jest bólem każdego z nas, jest rzeczywistością, w której człowiek traci to, co jest mu bliskie. To w grzechu odwracamy się od drugiego człowieka. Z grzechem mamy do czynienia przy potępieniu kogoś lub przy potępieniu samego siebie. Grzech to sytuacja, w której nienawiść drzemiąca w człowieku wychodzi na zewnątrz i sieje spustoszenie wśród jego bliskich i w nim samym.

Jednak nie wiedzielibyśmy, czym tak naprawdę jest grzech, gdybyśmy nie znali jeszcze innej rzeczywistości. Nie potrafilibyśmy nazwać naszego bólu, samotności i nienawiści, gdyby na horyzoncie nie pojawiała się jeszcze inna rzeczywistość – rzeczywistość Łaski – przebaczania, miłości i powrotu do tego, co utracone. Gdybyśmy na horyzoncie naszej ludzkiej skończoności i przemijalności nie dostrzegali nieskończonego i wiecznego Boga. Bożą odpowiedzią na nasz ludzki grzech jest właśnie Łaska – niezasłużony dar, manna z nieba dostępna dla każdego. W Bożym pojednaniu zostaje przezwyciężone to, co normalnie nie mogłoby zostać przezwyciężone. Rzeczywistość Łaski to pojednanie z kimś, z kim byliśmy podzieleni. To przebaczenie komuś, komu Prawo i nasze własne wymagania nie są w stanie przebaczyć. Łaska jest dostępna dla każdego i jest niezależna od naszych wszelkich starań. Łaska jest bezwarunkowa, inaczej nie jest tak naprawdę Łaską. To właśnie Łaska mówi nam, że nasz grzech i nasze potępienie nie są naszym ostatecznym sensem życia.

My, chrześcijanie, wierzymy, że w osobie Jezusa Chrystusa przemówił do nas Bóg, że poprzez swoje objawienie okazał nam pełnię miłości i Łaski. To w Chrystusie codziennie doświadczamy przezwyciężenia i usprawiedliwienia naszych upadków, i to w Chrystusie nasz Adam umiera, po to, aby narodził się w nas nowy człowiek.

Na zakończenie naszego rozważania, chciałbym się podzielić fragmentem z książki pt. The Shaking of the Foundations, w której autor przybliża znaczenie słowa Łaska. Tych, którzy mnie lepiej znają, na pewno nie zaskoczy fakt, że autorem tej książki jest ewangelicki teolog Paul Tillich.

„Łaska nie oznacza, że czynimy postępy w naszym moralnym życiu, w naszej walce przeciwko szczególnym błędom, i w naszych ludzkich i społecznych relacjach. Moralny postęp może być owocem łaski, ale nie jest łaską samą. Łaska wydarza się, albo się nie wydarza. I oczywiście nie wydarza się, kiedy próbujemy się do niej zmuszać, tak jak się nie wydarza dopóki uważamy, że jej nie potrzebujemy. Łaska trafia nas, kiedy jesteśmy w wielkim bólu i niepokoju. Trafia nas, kiedy idziemy przez ciemną dolinę bezsensownego i pustego życia. Spotyka nas, kiedy czujemy, że zraniliśmy kogoś, kogo kochaliśmy albo od którego zostaliśmy odłączeni. Spotyka nas, kiedy wstręt do naszej własnej osoby, naszej słabości, naszej wrogości nie pozwala nam pogodzić się ze sobą. Spotyka nas, kiedy rok po roku nie nadchodzi ta pełnia życia, za którą tęsknimy, kiedy rozpacz niszczy wszelką naszą radość i wszelką odwagę. Czasami wdziera się w takim momencie fala światła w naszą ciemność, i jest tak, jakby jakiś głos powiadał: „Ty jesteś mimo to zaakceptowany!” (wyróżnienie - M.J.) Mimo to zaakceptowany, zaakceptowany przez coś większego od Ciebie. Nie ubiegaj się o nic, nie wymuszaj niczego. Zaakceptuj tylko to, że jesteś zaakceptowany. Kiedy to się nam przydarza, wtedy doświadczamy tego, czym jest łaska. Po tego rodzaju doświadczeniu nie stajemy się lepszymi niż przedtem i nie mamy większej wiary aniżeli przedtem. Ale wszystko ulega przemianie. W tej chwili łaska przezwycięża grzech, a pojednanie przezwycięża nasze odrzucenie. To doświadczenie niczego nie wymaga, nie potrzebuje żadnej ani religijnej, ani moralnej, ani intelektualnej świadomości. Nie potrzebuje niczego, prócz tylko zaakceptowania.”

Moi mili, z całego serca życzę wszystkim i również sobie samemu, aby tam, gdzie pojawia się grzech, obficiej rozlała się Łaska (Rz 5, 20).

Amen

Mateusz Jelinek jest studentem teologii w Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie.

Illustracja: Lucas Cranach Starszy, "Adam i Ewa", Courtauld Institut of Art, Londyn.