24 marzec 2014

23.03.2014 | Łk 8, 1-3    

Boże Królestwo. Te dwa słowa tak mocno zrosły się z naszą świadomością. Tyle razy czytano i mówiono nam o Bożym Królestwie. A przecież rzecz nie tkwi w samych przypowieściach, definicjach czy przekładach, lecz w tym, czy wieść o Królestwie przyjmiemy za swoją.

Wciąż zastanawiam się, w jaki sposób mówić o wierze z ludźmi, którzy stronią od niej i stoją na uboczu. A zwłaszcza gdy myślę o tym, w jaki sposób być tym użytecznym uczniem Jezusa. W jaki sposób zrealizować jego nakaz pójścia w świat i bycia Jego świadkiem.

Nasz Mistrz bardzo często mówi o Bożym Królestwie. Szedł miastami i wioskami i głosił dobrą wieść o Królestwie Bożym. Ostatnio doszedłem do wniosku, że Jezus specjalnie wybrał takie pojęcie, które nie było wcześniej dokładnie i skrupulatnie zdefiniowane. Bo przecież o Królestwie Bożym Stary Testament prawie nic nie mówi. Praktycznie nikt nie wiedział, co sobie pod tym pojęciem wyobrazić. Dlatego możliwym było do tego nowego, nie „przerobionego“ ludzkim umysłem, nie zanieczyszczonego teologią pojęcia, włożyć swe własne wyobrażenie.

Gdy coś jest królestwem, to oznacza, że jest tam ktoś kto włada, i są ci, którzy są jemu posłuszni. A gdy jest to Królestwo Boże, to oznacza, że panuje Bóg a człowiek słucha. Z pewnością są to w prosty i niedokładny sposób słowne opisy rzeczywistości bezspornie tajemniczej – określenie "Boże Królestwo" to taki szyfr, znak, misterium! I w chwili tuż po zdefiniowaniu Go, dojąc można do wniosku, że opisane jest ono w idealnych proporcjach i barwach, bez uszczerbku. Boże panowanie.

Z czterech Ewangelii wiemy, że Królestwo Boże według Jezusa oznaczało w zasadzie wszystko – w skład panowania Bożego wchodziło zarówno uzdrawianie i wyganianie demonów, jak coś tak zwyczajnego jak rozmowa. Wskrzeszanie martwych, nakarmienie tłumów lecz również zwykłe opowiadania przy pomocy podobieństw. W tym wszystkim jest i to wszystko jest Bożym Królestwem i radosną nowiną o Nim.

Prawdopodobnie większość z nas nosi w sobie bardzo osobisty obraz takiego Królestwa. Łączymy go z własną, codzienną nadzieją. Jesteśmy na 100 procent obywatelami tej ziemi, jesteśmy dziećmi swych czasów. I nam nie podoba się korupcja, publiczne kłamstwa, zatrważa nas arogancja możnych i mocnych, drażni nas, gdy ktoś źle wykonuje swą pracę. Gdyby komuś z nas zadano pytanie: "A jak to jest w tym waszym Królestwie Bożym?"

Odpowiedzielibyśmy, że Królestwie Bożym jest całkowicie inaczej. Tam się nie kradnie – na odwrót, daje się płaszcz temu, kto prosi zaledwie o koszulę. Tam pierwsi będą ostatnimi a ostatni – pierwszymi. Dzieci, kobiety z przeszłością i celnicy wejdą do domu Ojca wcześniej niż bogaci, którzy uwięzną w uchu wielbłąda. W Królestwie Bożym pracuje się dobrze ponieważ swą pracę będzie się czynić z radością, bo przecież będzie ona wykonana dla Pana.

Wiara w takie Królestwo zakorzeniona jest wśród ludzi, żyje między nami już ponad 2 tysiące lat. Czy to utopia? Niektórzy powiedzą: "Tak, to utopia!". I mają rację. W świetle ludzkich osiągnięć Królestwo Boże jest nieosiągniętym eksperymentem społecznym. A mimo to Jezus mówi, że Boże Królestwo wraz z Nim już nastało. Już tu jest. Jest rzeczywistością.

A przecież już dotykamy Bożego Królestwa w mikroskali, w naszym codziennym mikroświecie. Nie możemy nakazać ustawą parlamentarną by wszyscy ludzie się kochali. Lecz jeden człowiek, którego dosięgnie wieść o Bożym Królestwie potraktuje ją bardzo poważnie, przyjmie do siebie i spróbuje zacząć żyć według niej. A zaraz drugi. I trzeci! I już Boże Królestwo jest między nami.

Królestwo Boże istnieje w świecie jako ciągła alternatywa, w opozycji do wszelkich porządków, które rządzą światem. Nie da się go wymusić i narzucić, wprowadzić czy intronizować. Żaden mądry król nie ostałby się na jego czele. Boże królestwo jest tym, czym rzeczy powinny być, a którymi nie są. To również sąd nad nieprawościami i nieprawidłościami. Królestwo Boże poddaje wszystko badaniu i pyta: Czy to jest z wiary? Czy jest to autentyczne? Czy bierzesz w tym udział w pełni, całkowicie? Czy w tym jest głębia, szerokość, wysokość? Gdy dotyka skorumpowanego celnika Zacheusza to zmienia go w szczerego i uczciwego dobroczyńcę zubożałych biedaków. Boże królestwo spotykając na swej drodze grzesznicę doprowadza ją do płaczu nad sobą samą, tak, że rozbija alabastrowy słoik i naciera drogocennym płynem nogi Jezusa.

W jaki sposób królestwo Boże objawiłoby się nam, gdyby i dla nas stało się rzeczywistością? Gdyby Królestwo Boże spotkało zgorzkniałego, rozdrażnionego emeryta, rzekłoby mu: "Masz co jeść i pić? Popatrz na ptaki i lilie polne. Ciesz się! Żaden człowiek nie jest zapomniany przez Boga, o każdym pamięta i czuwa". A wystraszonemu sceptykowi powiedziałoby: "Czego tak wciąż się boisz? Spójrz na ziarenko. Jeśli nie upadnie na glebę i samo nie umrze, nic z niego nie wyrośnie. Przyszłość wymaga odwagi!". Gdyby z królestwem Bożym spotkał się smutny pastor, sfrustrowany, że coraz mniej ludzi chodzi do kościoła...

Boże królestwo powiedziałoby mu: "Nie bój się, nie lękaj, wyśpij się, uspokój. Jeśli pochodzi to tylko od ludzi, to i tak wszystko się rozpadnie, nie przetrwa. Lecz jeśli pochodzi od Boga, nic tego nie przemoże. Ty zaś staraj się wiernie przybliżać Pana". Nieodłącznym elementem krajobrazu Królestwa Bożego jest również i męka i śmierć na Golgocie…, ale też i Zmartwychwstanie… Warto o tym pamiętać…

Jezus przybliżał Królestwo Boże w obrazach i przypowieściach. Na przykład w przypowieści o kwasie, który jest w stanie wszystko zakwasić. Wierzę, iż Boże królestwo nam wszystkim jest tak bardzo bliskie i jest w stanie zakwasić ten na wszelkie sposoby nierówny, skrzywiony i schorowany świat. Jezus nie powołał nas do głoszenia jakichś dogmatycznych haseł i prawd. Ostatnio rozmawiałem z młodym, buńczucznym i zbuntowanym człowiekiem, u którego za maską kpiny wyczułem niemą prośbę. Spytał: "Jak pastor to zrobił, że może w to wszystko wierzyć?“ Wyczułem, że tak naprawdę to chciał zapytać: "Posiadłeś jakąś wiedzę, że w to wszystko uwierzyłeś? Że Bóg stworzył świat w sześć dni, cały świat był zatopiony a Maria zaszła w ciążę bez udziału mężczyzny?" Uświadomiłem sobie w tamtej chwili, że Jezusowi nigdy o to nie chodziło, nie po to chodził po tej ziemi by uczyć ludzi jedynie słusznej wiary w trudne miejsca zapisane w Biblii. Wiara to nie tylko ortodoksja, ścisła wierność dogmatowi czy doktrynie. Jezus chodził miastami i wioskami i głosił dobrą wieść o Bożym Królestwie. Tym, czego uczył i co czynił w rzeczywistości mobilizował ludzką nadzieję – zapraszał ludzi do współpracy w tym nowym niewidzialnym królestwie. Ono jest blisko. Nadchodzi, już jest miedzy nami! To oznacza: jedynie maleńki kawałek, bliżej, niż myślisz, jest wypełnienie twego oczekiwania. Rozwiązanie twej beznadziei, smutku, braku odwagi.

Nie wiem, czy udało mi się to prawidłowo wyrazić. Nigdzie w Biblii nie ma takiego systematycznego nauczania o tym, czym jest Królestwo Boże. Jest to zawsze historia, opowieść, podobieństwo, epizod zaledwie. Jakby celowo pozostaje pewnie niedomówienie – jest już tu, lecz jeszcze nie do końca, musi dopiero, za chwilkę nadejść. Żeby człowiek mógł iść dalej. Żeby nie było od początku już jasne, przemyślane i poukładane zanim człowiek przyłączy się do tego.

Próbowałem temu młodemu człowiekowi powiedzieć, że nie tak to wygląda, jak on to widzi, że wiara nie zmusza mnie do powtarzania bezmyślnie tego, co napisane w Biblii. Że można o tym pomyśleć, zastanowić się, wątpić i porozmawiać, że wiara spoczywa w czymś innym. 

Lecz nie miał czasu, odjechał. Myślę, że powinniśmy częściej zastanawiać się nad Bożym królestwem, dlaczego Jezus tak wiele o Nim mówił, czemu z takim zaangażowaniem go zwiastował. To jest praca domowa. Dla nas wszystkich.