14 kwiecień 2014

13.04.2014 | J 12, 12-19  

Wydaje się, że Jezus wszedł wreszcie na drogę tryumfu. Jego przyjaciołom, przy udziale tłumu, udało się chyba sprowadzić go z drogi, niewygodnej dla nich, która zaczęła się w stajni i zmierzała do krzyża, drogi zapełnionej żebrakami, trędowatymi i grzesznikami, i skierować Go na drogę tryumfu, wśród głośnych oklasków i wymachiwania palmami.

Scenę wjazdu do Jerozolimy większość uważa za wyraz miłości, szacunku i chwały okazanej Jezusowi. Dla nas jest on tym Chrystusem, jednak wtedy za Chrystusa większość Go nie uważała. Możemy zrozumieć całą tę scenę i powód, dla którego ludzie cieszyli się, rozpościerali swe płaszcze i ścielili gałązki palmowe. Dla nas Jezus jest Mesjaszem, Chrystusem i chcielibyśmy, by nasze zachowanie było podobne – oddać Mu cześć całym swym sercem. Lecz tłum, który Go wtedy adorował, był inny od tego, jakim byłby dzisiaj.

Cztery ewangelie dostarczają bardzo ciekawy materiał porównawczy. We wszystkich czterech ewangeliach opisana jest dzisiejsza historia. Lecz każda z nich różni się drobnymi szczegółami.

U Mateusza nagle pojawił się skądś „wielki tłum”, który rozpościerał swe szaty na drodze i ścielił liście palm. Skąd się wziął? Przecież Jezus jedynie prosił o osła. U Marka już nie ma „wielkiego tłumu”, jedynie mowa jest o „wielu” rozpościerających płaszcze i gałęzie obciętych drzew polnych. Łukasz zaś twierdzi, że to „cała rzesza uczniów” zaczęła chwalić Boga. Z tego wniosek, ze tych witających było niewielu. W ewangelii Jana „liczna rzesza” składała się nie tylko z uczniów, ale też z pielgrzymów podążających na święto do Jerozolimy i dodaje, że przyłączyli się również ci, którzy byli świadkami wskrzeszenia Łazarza i o tym wszędzie świadczyli. Przyszedł Go przywitać taki tłum ludzi, że faryzeusze między sobą mówili: „Nic nie wskóramy, cały świat idzie za nim.”

Dlaczego tak dokładnie omawiam te różnice? Chciałbym odkryć, kim był ten tłum, z jakich ludzi się składał. Złe języki twierdza, że ten happening został zorganizowany przez samego Jezusa, ponieważ wiedząc, że nie wypełnił tych wszystkich starych proroctw uczynił to celowo, z wyrachowania, by ludziom to wszystko zaczęło układać się w jedną całość. A u Łukasza wygląda na to, że to uczniowie stworzyli dobrze zorganizowaną grupę aktorów, którym za to zapłacono. Lecz w innych ewangeliach widać, że Jezusa wreszcie w sposób spontaniczny spotkało długo oczekiwane uznanie ludzi. Za Jego pełne mocy czyny i słowa, za wskrzeszenie Łazarza, liczne uzdrowienia chorych. Jego sława już od dawna wyprzedzała go. Tłum był więc świadom, kogo i dlaczego tak witają.

W powietrzu wisiało oczekiwanie na powstanie przeciwko Rzymianom, wszyscy czekali tylko tego, że Jezus wstąpi do świątyni i tym samym da znak do rozpoczęcia pełnej chwały i zwycięskiej walki z najeźdźcą. Lecz stopniowo Jezus w ich oczach przestał wydawać się tym, za którego Go uważano. Początkowe podniecenie i radość stopniowo zamieniały się w rozczarowanie, frustrację, gniew, jawny opór i niezmierzoną nienawiść. Wystarczyło parę dni, by ten, którego tak radośnie witano, odchodził z miasta z krzyżem przygotowanym na śmierć.
Co się stało z ludzkim sercem, że wykonało taki zwrot? Już dawno prorok Jeremiasz tłumaczył słowa Boże mówiące, że podstępne jest serce człowieka, bardziej niż wszystko inne, i zepsute, i że nikt oprócz Boga nie może go poznać.

Historia dzisiejsza to historia ludzkiej niestałości, zmienności, niepewności. Nagłej radości i szybkiej reakcji przeciw.

To historia o obietnicach nie zawsze spełnionych, o ślubach nie zawsze dotrzymanych.

To historia o nowożeńcach, którzy przed duchownym ślubują to, czego od nich się żąda, by po nocy poślubnej odwiesić swe przysięgi na haczyk.

O rodzicach, którzy jak tylko osiągną wyczekiwany chrzest swego dziecka, już potem nie myślą o konsekwencjach chrztu.

O młodzieży tak bardzo pragnącej konfirmacji i przeżywającej ją w kościele, a potem przez lata nie zjawiającej się w nim.

O politykach składających tak piękne obietnice swym wyborcom a po wyborach szybko o nich zapominających, oprócz diet, oczywiście.

O zdradach, upadkach, klęskach.

Osobiście jest to dla mnie niewygodna historia, do której powracam, bo muszę, tylko raz w roku. Ta historia to głos sumienia, a to sprawia, że nie czuję się zbyt pewnie. Człowiek nie lubi, gdy przypomina mu się jego własne upadki i słabości „Nikt nie lubi własnego budzika”. Trudno spokojnie mi słuchać tej historii za to, iż mówi, że często coś, co pragniemy zrobić jest złe, tak jak czasami nie lubimy słuchać lekarza, który mówi nam, byśmy zmienili swój tryb i styl życia, szkodliwy dla naszego zdrowia. Nie pamiętam tej historii, ponieważ, jak ludzie wciąż odkładający wizytę u dentysty czy lekarza, wiemy już naprzód, co lekarz nam powie, a my nie chcemy tego słuchać.

Z tą niedzielą kojarzony jest obraz gałązki palmowej. To synonim ludzkiej powierzchowności. Dzisiaj do wielu kościołów przyniesie się tzw. palemki, zorganizuje się konkursy na najdłuższą i najwspanialszą palmę.

Myślę, że powinniśmy w tym momencie zapytać siebie samych: „Czy mamy upodabniać się w świętowaniu palemek do tego zmiennego, niestałego i chwiejnego tłumu sprzed wieków w Jerozolimie, który za kilka dni będzie wołał „Ukrzyżuj Go!”?

Czy nie jest potrzebny inny rodzaj wiary, by przywitać Chrystusa? Czy w chrześcijaństwie nie chodzi bardziej o długotrwałe przebywanie z Jezusem niż o krótkotrwałą demonstrację? Czy gałązka palmowa nie jest usunięta w cień przez Wielki Piątek? To również wstrząs dla naszej osobistej wiary.

Wierzymy, że czas postu to wezwanie do tego by spojrzeć na znane wydarzenia biblijne pod kątem prawdy o nas samych. Czas, w którym dojdziemy do wniosku, że ten chwiejny tłum nie jest naszym przykładem, lecz Ten, który nie poddał się chwilowemu wybuchowi radości i dokładnie wiedział, do czego zdolny jest ten zastęp ludzi za kilka dni. Wiedział, ze idzie na śmierć, że aplauz za chwilę zniknie. To czas uczenia się od naszego Mistrza ufności w spełnienie się Bożych obietnic, nawet, jeśli teraz nie widać ich na horyzoncie.

Na przestrzeni wieków kościół rzadko podobny był do Jezusa jadącego na oślątku. O wiele częściej kościół dążył do tego by na zasłanej dywanami ośmiopasmowej autostradzie niektórzy ze sług kościoła jeździli drogimi samochodami. Lecz prorocy przepowiedzieli inny ratunek. Jezus jest dokładnie tym, którego przepowiedzieli. Postna pokuta ma wzmocnić chwiejne ludzkie serce, by w przyszłości w człowieku na oślątku rozpoznało swego Nauczyciela. A ten dla odmiany za kilka dni zadziwi świat tym, że będzie myć swym uczniom nogi.

Gałązki palmowe i palemki za chwile uschną, podobnie jak powierzchowny podziw i radość. Jazda na oślątku nie jest zaś ani wygodna ani ekscytująca ani szybka. Ale pomimo tego powinna stać się naszym wyborem.