03 listopad 2013

03.11.2013

Ostatnio Europę północno-zachodnią nawiedziły gwałtowne i mocne wichury – Anglia, Skandynawia, północne Niemcy czy Holandia były dosłownie zwiewane w każdym kierunku. Znalazły się pod działaniem wiatru... Ludzi nosiło z jedną na drugą stronę… Przypomniały mi się czasy, gdy to jeździłem pod namiot na wakacje i sporo czasu spędzałem w namiocie.

Pamiętam, iż właśnie wtedy uświadomiłem sobie, że istnieje wiatr! Brzmi to być może banalnie – wiatr, taka zwykła rzecz. Lecz w solidnym, ceglanym czy drewnianym domu z wiatrem niewiele mamy do czynienia, ot, wiemy, że jest gdy czasami zakołysze zasłonami w oknach. Lecz w namiocie można odczuć wiatr w całej jego różnorodności i pełni. Były dni, kiedy ściany namiotu były nieporuszone. Lecz w pewnym momencie zaczynały się kołysać i to mi uświadamiało, że idzie na zmianę. W nocy nie mogłem spać, gdy zrywało liście z drzew i mniejsze gałązki, a ja czułem, że zaraz spadnie na mnie cały las. Wieczorem wyglądałem, czy przywiało deszczowe chmury. Sprawdzałem szybkość ich przemieszczania, przytwierdzałem namiot pewniej do ziemi, bym nie musiał wstawać w nocy, by do końca mi go zwieje. Wiatr oczywiście wciąż wiał, gdy byłem już bezpieczny w swym domu. Lecz nie zawsze byłem w stanie sobie to uświadomić. Na zewnątrz jednak byłem go świadomy, dlatego, że wiatr zawsze coś oznaczał. Albo złą pogodę, albo piękne bezwietrzne przedpołudnie. W nocy wiatr powodował niepokój lub nie pozwalał zasnąć.

Po co wspominam o tym? Cóż, wiara w Boga jest gwarancją tego, czego się spodziewamy i dowodem istnienia rzeczy, których nie widzimy. Tak przed chwilą czytaliśmy.

Czasami dziwimy się, dlaczego tak dużo osób opuściło wiarę, lub wiara ich opuściła. Dlaczego niektórym tak trudno uwierzyć? Dlaczego niektórzy w swych domach posiadali wiarę, a jak tylko wyszli za próg ojcowskiego domu, Boga stracili? Trzeba wciąż mierzyć się z faktem, iż Boga przed oczyma nie mamy. Nie jest widoczny. A mimo to mamy Mu ufać i mieć nadzieje w Nim i polegać na Nim. Jest takie powiedzenie: „Co z oczu, to z serca“. Nasza wiara przechodzi próbę wytrzymałości gdy znajdzie się w sytuacji, w których nie ma rytuałów, do których nawykła, poza środowiskiem domowym. W domu chodziło się do kościoła co niedzielę lecz już w akademiku na studiach, u rodziców partnera, na obczyźnie, różnie to już bywa? W wielu takich przypadkach chodzi o dostrzeżenie i uświadomienie różnicy pomiędzy wiarą przodków a osobistą wiarą i relacja z Bogiem… Kiedy indziej wygląda to tak, jakby w nowym środowisku człowiek zrzucił starą skórę i stał się kimś nowym, innym.

I chociaż w domu dziękuje się za posiłek a Biblia spoczywa na naszym stoliku nocnym, to na urlopie czy wakacjach trudno jest sobie przypomnieć, że ma się żonę i dzieci. Przecież nikt mnie tu nie zna, co w tym złego?

Dzisiejsze życie przypomina pod wieloma względami taki solidny dom, którego mieszkańcy już dawno zapomnieli o sile wiatru i od dawna nie podnoszą oczu w górę, by zobaczyć, jakiej pogody życia można oczekiwać jutro. Zwrócenie myśli ku Bogu dawno przestało być jednym z elementów praktycznego rozwiązywania codziennych problemów. Jeszcze nigdy nie żyło nam się tak wygodnie, jak w obecnych czasach. A jeśli ktoś narzeka, że jeszcze nam źle, to myśli tak dlatego, iż kiedyś był młodszy i posiadał więcej optymizmu życiowego. W dawnych czasach ludzie byli poddani nieurodzajom, chorobom, morom, gwałtom, było dla nich o wiele trudniej, chodźmy z powodu dostatniego życia, zapomnieć o Bogu. Nie bez powodu zwracamy sie do Boga gdy mamy ściśnięte serca... Tylko, że nie zawsze to dostrzegamy ponieważ oczy nasze patrzą w zupełnie innym kierunku...

Gdy znajdujemy się w obcym środowisku, gdy zakładamy nowe domy, tworzymy własne rodziny, zyskujemy nowych przyjaciół, otrzymujemy nową pracę, najczęściej łatwo jest nam się przystosować. Jeden z podróżnych zwierzył mi się, że na wsi w krajach tzw. trzeciego świata ludzie są bardziej pobożni niż rzemieślnicy w miejskich fabrykach. Dlatego, że fabryka produkuje wciąż tyle samo. Pod dachem, osłonięta od wiatru. Lecz w polu jest inaczej. Tam człowiek żyje uważniej, tam sobie uświadamia, jak mały i bezmocny jest w obliczu sił natury, od których jest zależny.

Nie mówię tego, by uświadomić nam, że w przetechnicyzowanym współczesnym świecie, gdzie większość jest wyrwana ze swych korzeni, niemożliwe jest wierzyć. Jest możliwe! A właściwie – trzeba wierzyć! Lecz musimy się uczyć wiary, która ostanie sie w każdych warunkach. Amiszowie, członkowie chrześcijańskiej wspólnoty USA i Kanady świadomie się zakonserwowali, niejako zamarzli w osiemnastym wieku: odrzucili współczesny styl życia by nie stał się pokusą i przyczyną ich duchowego upadku. Lecz taki styl życia może realizować mało który człowiek i jest to rozwiązanie wewnętrzne. A człowiek powinien mieć Pana Chrystusa świętego w swym sercu, bez względu na to kiedy i gdzie jest.

Łatwo jest, w rzeczywistości naturalnym jest żyć tak, jakby Boga nie było. Podobnie żyć w sposób, jakby nie dotyczyło nas ani cierpienie innych osób ani żadna boleść tego świata. Można żyć w swym stabilnym, pewnym domu i ....niczego nam nie brakować! Lecz życie, to prawdziwe trwa, i będzie trwać bez nas. A my powinniśmy przecież szukać tego, co niewidzialne a nie tego, co można zobaczyć. Widzialne jest doczesne, niewidzialne jest wieczne.

Kościół i jego zgromadzenie miałby być takim zdrojem, skąd weźmie się posilenie i wzmocnienie, by ufać w to, czego nie widzimy. Nawet, jeśli niektórzy z powodów sobie znanych podcinają skrzydła, to dla większości najważniejsze są miłość, przyjaźń, lojalność, przyzwoitość i wdzięczność… Bo, jak pisał Piotr, świętego Pana Chrystusa niesiemy przez świat w swym sercu. Każdy sam. Dokądkolwiek idziemy. W jaki sposób to jednak zrobić, by lżej nam było uwierzyć w niewidzialnego Boga?

W pewnej wsi pośrodku niej stał wysoki pomnik. Tak wysoki, że w rzeczywistości nikt nie mógł dostrzec dokładnie kogo ten pomnik przedstawia. Gdy wreszcie pewnego dnia ktoś go zniżył, skrócił, to wszyscy zobaczyli, kogo on przedstawia. Apostoł Paweł napisał Kolosanom, że Chrystus jest widzialnym obrazem niewidzialnego Boga (Kol. 1, 15). Dzięki Jezusowi Chrystusowi i Jego zniżeniu się ku nam możemy zobaczyć i oglądać niewidzialnego Boga. Nie powinny przyciągać nas do Boga lub odciągać od Niego łatwe czy ciężkie warunki życia, lecz spojrzenie na uniżenie Chrystusa dla nas. Życzę nam wszystkim, abyśmy z Nim w sercu byli w stanie wyruszyć w jakąkolwiek drogę.

ks. Michał Jabłoński