25 grudzień 2013

24.12.2013 | Wigilia

I znów Wigilijne nabożeństwo zgromadziło nas w tym kościele. Stanowi ono dla nas cenny i ważny czas. Bóg ponownie skrzyżował nasze ścieżki.

Wagę sprawi rzeczy uświadamiamy sobie wtedy, gdy je stracimy. Dotyczy to zdrowia, bliskich nam osób również i tych Świąt. Gdybyśmy musieli na przykład spędzić je w szpitalu, autobusie, na wojnie w Afganistanie, czulibyśmy się zubożeni o to, co dzięki utracie bardziej byśmy szanowali.

Tego roku wybrałem za podstawę wspólnego zamyślenia werset zprologu ewangelii Jana. Uczyniłem to dlatego, że ukazuje istotę Bożego Narodzenia – o co chodzi w nich: Słowo stało sie ciałem i zamieszkało między nami i ujrzeliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką ma od Ojca Jego jedyny Syn, pełne łaski i prawdy.

Gdyby Słowo nie stało sie ciałem, a jednocześnie Betlejem i osiołek, i gwiazda, i pasterze zostaliby na swoim miejscu, to nie byłoby to już Boże narodzenie. Gdyby Słowo nie stałoby sie ciałem to świat wyglądałby zupełnie inaczej. Co to właściwie oznacza?

Czy chodzi tu o materializację myśli, konkretyzację idei? Czy jest to jakiś mistyczny cud, abstrakcyjna refleksja, metafizyczne dziwactwo? Słowo stanie się ciałem...Duch, przywidzenie da się zobaczyć, przestanie być przezroczyste, wcieli się w materię, krew i ciało? Myślę, że wytłumaczenie jest o wiele prostsze. To, że Słowo stanie się ciałem, oznacza po prostu to, iż coś, o czym do tej pory sie jedynie mówiło i dyskutowało, wreszcie się urzeczywistni. Podobnie, wiele lat ślubujecie swym wnukom czy dzieciom zbudowanie domku na działce, aż wreszcie pewnego dnia weźmiecie do rąk łopatę i siekierę, wykopiecie fundamenty, przytniecie belki i deski i naraz domek stoi – już jest tutaj, koniec ze słowami, teoretyzowaniem, teraz każdy może go dotknąć, marznie sie urzeczywistniło.

I w taki oto sposób wraz znarodzeniem Jezusa Słowo stało sie ciałem. To, co ślubowali i przepowiadali dawni prorocy, na co czekały całe pokolenia, naraz jest rzeczywistością!

To, że coś takiego się wydarzyło to niesłychane i bez precedensu zdarzenie! Nic nie wywołało w historii większego wzburzenia, zniczym innym ludzkość do dzisiaj nie boryka się bardziej jak ztym, że Słowo stało się ciałem! Nic trudniejszego do sprawdzenia, jak wcielenie Bożego Syna! Gdy apostoł Paweł starał się wytłumaczyć to Ateńczykom, ci go wyśmiali. Gdy chciał przybliżyć istotę tego Koryntianom, ci mieli go za głupca. Znajwiększym prawdopodobieństwem stwierdzę, że i dla większości znas to wciąż nierozwiązalny problem...

Wydaje się czasami, że Bóg istniejący gdzieś zdaleka, w bezpiecznej odległości jest człowiekowi o wiele bliższy niż Bóg, który zstąpił między nas. O egzystencji czegoś nad nami można wzniośle dyskutować całe lata popalając wonne cygara i popijając wyborny koniak. Nic się zarazem nie stanie. Wywoła to intelektualnie miły dreszczyk na plecach. Lecz jeśli Syn Boży zastuka do drzwi i nagle będzie tutaj między nami, stanie twarzą w twarz? Za czym się ukryjemy, schowamy? Za swymi przesłodzonymi religijnymi regałami? Za swymi uczuciami tajemniczości i nadprzyrodzoności? Jeśli będziemy musieli się wreszcie określić a wtedy się okaże, że nie mamy ochoty na jakąś praktyczną, konkretną wiarę? Może się okazać, że przyłożenie ręki do dzieła jest dla niektórego problemem nie do pokonania... Filozofować o Bogu, to owszem, lecz powiedzieć temu Jezusowi zkrwi i kości swoje „tak“, dziękuję! Wcielenie nakłada pewne zobowiązania i wymagania – zajęcie jasnego stanowiska.

Ileż to lat człowiek śni swój wielki sen o prawdziwej miłości! Wyobraża sobie swoją ukochaną lub księcia z bajki! W chwili, gdy są to jedynie myśli, gramy w nich role szlachetnych bohaterów. Gdy wreszcie uda nam się znaleźć tę wymarzona osobę to rzeczywistość po czasie okazuje sie całkowicie inna, a my jesteśmy postawieni twarzą w twarz zfizyczną rzeczywistością. Lecz musimy ztym się próbować zmierzyć, dojść do porządku, przekonać się albo przegrać. Gdyby Słowo nie stałoby sie ciałem, to śnilibyśmy dalej swój piękny, idealny, wygodny i nierzeczywisty sen o miłości, która jak piękna tak nierealna.

Często spotykamy w naszym życiu osoby, które na swój sposób zaciemniają obraz Boga. Mają usta pełne pięknych zdań i opinii. O wierze, o niepoznawalności wiecznych prawd. Kreślą pokój, porządek, opisują wszechobejmujące ramiona transcendencji, wspólny dom, w którym zgromadzą się wszyscy ci, którzy poszukują duchowości. Lecz wystarczy wspomnieć o Jezusie urodzonym w Betlejem, Tego, który jak mówi Jan przyszedł w ciele, a już ich teorie leżą w gruzach. Gdy idee mają stać się rzeczywistością najczęściej potykają się o kamień, jakim jest Jezus. Słowo, które nie staje się ciałem, musi pozostać jedynie mitem, legendą, historią nie mającą nic wspólnego zżyciem. Podobne jest to zwycięstwom w grach komputerowych. Możemy zmieść wszystkich wirtualnych przeciwników. To jednak nie zawsze oznacza, że jesteśmy w stanie to uczynić w prawdziwym świecie.

Słowo stało się ciałem. Ujrzeliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką ma od swego Ojca jednorodzony Syn, pełen prawdy i miłości. Nie podlega to dyskusji. Jezus tu jest. Bóg puka do drzwi w swym Synu. A nam pozostaje zdecydować się. W jaki sposób to zrobimy? Gdyby pozostał w niebie, wielu znas miałoby alibi. Moglibyśmy wtedy powiedzieć: „Nie wiedzieliśmy! Nie widzieliśmy! Nie dotykaliśmy Go!”

Lecz On jest tutaj. Patrzy nam w oczy. Nie zobrazu, nie zikony. Twarzą w twarz.

Wiara chrześcijańska, naśladowanie naszego Pana Jezusa Chrystusa oznacza często pot i krew, pracę i zaangażowanie, otwarte ręce i skarbonki, szczere serca, dary i ofiary. Kto chwilę stoi, już jest w tyle. Kto o swej wierze jedynie opowiada a w życiu nie przyjął za swych braci i siostry ludzi zkrwi i kości, temu Słowo wciąż nie stało się ciałem. Kto uważa sie za wierzącego, lecz pogardza gromadką niedoskonałych, chwiejnych i niepewnych uczniów Jezusa, ten jeszcze nie doświadczył Bożego Narodzenia – jeszcze zanurzony jest w wygodnych i bezpiecznych teoriach. On stał sie dla nas ciałem, opuścił dom w niebie a my Go repatriujemy z powrotem do nieba, odmawiamy wstępu do naszej rzeczywistości.

Boże Narodzenie oznacza komplikację w ludzkich dziejach, dla niektórych zradością wyczekiwaną, dla innych nastręczającą trudności i wymagającą podjęcia decyzji. Od tej pory pytanie brzmi: Herod czy Jezus? Cesarz czy Jezus? Wyznawanie i czy płynięcie zprądem?

Jezus wydał się na niebezpieczeństwo. Opuścił bezpieczne niebiosa. Słowo stało się ciałem, wyszedł zcienia nierzeczywistości w ostre światło konfrontacji. W nasz świat.

Zaprośmy więc Go dzisiaj do naszych domów i posadźmy obok siebie i naszych bliskich i poczujmy Jego ciepło w naszym życiu.

Życzę nam wszystkim, byśmy choć na chwilę odłożyli strach na bok, poczuli się potrzebni i mile widziani, byśmy po prostu byli, mocą żyli, radowali, wyswobodzili z potrzeby, by MIEĆ, nabrali nadziei, otworzyli się na życie, wybrali z ufnością w drogę, odkryli to, co piękne, doświadczyli ludzkiej życzliwości i znaleźli prawdziwy pokój.

Kiedy zaczynają się Święta?

Gdy słabi silnym wybaczą słabość, gdy silni siłę słabych docenią, gdy dzieli się ten, co ma z tym, co nie ma, gdy głośny z niemym przebywa i rozumie, co głuchy chce mu powiedzieć, gdy słychać ciche, gdy ucichnie głośne, gdy coś znacznego nic nie znaczy, gdy nieważne staje się ważne i wielkie, gdy wśród ciemności można dostrzec światło bezpieczne, które obiecuje życie w radości. Wtedy, i tylko wtedy, zaczynają się Święta.