31.08.2014 | V Mż 9, 7-19

W naszej racjonalnej i spokojnej na pozór Europie zadziwia i przeraża wojowniczość połączona z motywami religijnymi tym bardziej, że w większości krajów następuje odwrót od religijności i od wiary w ogóle. Pytamy się, jak to jest, że żyją gdzieś ludzie, którzy wierzą w swego Boga, Allacha, i że warto w Jego imieniu walczyć, zabijać i umierać owiniętym pasem z ładunkami wybuchowymi. Przecież w codziennej pracy i życiu milionów Europejczyków wiara w Boga nie jest żadną motywacją. A teraz codziennie słyszymy o nieprzyjacielskich i niebezpiecznych działaniach, które wychodzą z pobudek odwołujących się do wiary.

Nasze rozczarowanie od tego czasu jeszcze się pogłębiło – z imieniem Boga na ustach umiera setki zamachowców i bojowników każdego dnia. Atakują Izraelitów, Amerykanów, Europejczyków, Irakijczyków, po prostu wszystkich. A przy tym walczą w imieniu Boga mądrego i silnego przeciw Bożym nieprzyjaciołom i bezbożnikom. Walczą przeciw tym, którzy w ich oczach prześmiewczo obrażają Boga.

W tym momencie dochodzimy do podstawowych pytań: czy jest w ogóle możliwym „obrazić” Boga? Walczyć „za” Boga? Odpowiedzmy uczciwie i krótko: tak, Boga można obrazić. Ale w świecie ludzkim niemożliwe jest ukarać kogoś za to, że obraził Boga. I odpowiedź na drugie pytanie: za Boga nie można walczyć.

W Biblii w wielu miejscach jest powiedziane, że Boga ktoś obraził. Lecz nigdzie Biblia nie mówi o przypadku, by Boga obrazili niewierzący czy poganie. O tym, jak Boga obraził jego własny lud Izrael czy Kościół jest wspomniane wielokroć. Dzieje się tak w przypadku naszej niewdzięczności, utraty pamięci lub, gdy służymy własnym bożkom. Kroniki izraelskich i judejskich królów są pełne formuł: „Czynił to, co było złe w oczach Boga i tym Go rozgniewał”. Czy rozumiecie? Nie powinniśmy sobie zaprzątać głowy tym, czy ktoś, kto nie wierzy w Boga lub Go nie zna, obraził Go. Dla nas najważniejsze jest to, byśmy nie obrażali Go my, którym powierzono wiele, którzy wierzymy w Boga.

Czy jest możliwe walczyć „za” Boga? Nie. Dlatego, że Bóg jest Bogiem właśnie tylko wtedy, gdy sam się o siebie zatroszczy. Gdy za Niego musi walczyć jakiś człowiek, to staje się On bożkiem, którego figurkę trzeba ochronić przed zniszczeniem lub pobrudzeniem. Przypominamy sobie walkę Eliasza na górze Karmel. Eliasz poczekał, czy przyjdzie ogień z nieba i zapali jego ofiarę lub ofiarę proroków Baala. To jest właśnie to, co powinniśmy czynić: pozwolić Bogu, by sam zadziałał. Jeśli Allachowi nie podoba się Salman Rushdie, to niech On sam z nim zrobi porządek.

Lecz jeśli jakiś mudżahedin poderżnie Rushdiemu gardło, to uczyni tym samym ze swego Boga „U-Boga” czyli ubogiego bożka – bożek ten jest tak bezsilny, że trzeba za niego wszystko robić. Prawdziwy Bóg musi iść i działać własną ścieżką a my musimy wierzyć, że uczyni to sposobami ukrytymi lub jawnymi. Gdy potem Eliasz zmasakrował proroków Baala, to była to już wola samego Eliasza. Przecież Pan mógłby i ich spalić ogniem, gdyby chciał. Często może się wydawać nam, że Bóg jest nierychliwy w swym poczuciu sprawiedliwości, lecz nie jest to już nasza sprawa.

Oczywiście jest możliwym urazić religijne uczucia wyznawców jakiejkolwiek religii. To jest poważna sprawa. Wkraczamy tu w sferę socjologii, chodzi tu o stan posiadania, godność grupy, o zagrożenie społeczności. Nie ma to jednakże nic wspólnego z teologią czy wiarą. Nie powinniśmy obrażać ani muzułmanów, ani katolików, nikogo. Jest to głupie i w większości takie przypadki nie mają na celu nic innego, jak kogoś zranić czy ubliżyć.

Świat, w którym żyjemy, jest często pełen absurdów. Setki terrorystów umiera w tragicznym błędzie, że umierają dla Boga. Chrześcijanie i politycy protestują i piszą pozwy przeciwko celowo obraźliwym dla Boga książkom, filmom czy rzeźbom. Bóg i jego królestwo są z innego świata i nie sposób obrazić ich tak, jak innych ludzi, i bronić ich czci przed ludzkim sądem. Czy potrafimy sobie wyobrazić, by Bóg otrzymał od Trybunału Praw Człowieka potwierdzenie wraz z pieczątką, że nie stracił czci?

Ci, którzy zabijają innych z powodu obrazy Bożego majestatu nie walczą za Boga czy o Bożą sprawę. Są to jedynie pełni frustracji złoczyńcy, podobnie jak „święci bojownicy boży”. „Do mnie należy pomsta, Ja odpłacam, mówi Pan”. Powinniśmy szanować Jego słowa we wszystkich okolicznościach.

Jak więc zachować się w sytuacji, gdy ktoś obrazi Boga? Walczyć przeciwko niemu? Być może pomocny jest nam Mojżesz z dzisiejszego tekstu. Gdy Mojżesz zstępował z góry Synaj i zobaczył, jak jego bracia na dole obrażają Boga, tak padł na ziemie i czterdzieści dni i nocy modlił się i pościł, wołał do Boga i prosił o odpuszczenie. Myślę więc, że chrześcijanie powinni się modlić za wszystkich „szalonych” reżyserów, pisarzy czy rzeźbiarzy, zamiast tracić czas i pieniądze na pozwy i sądy.

Być może ktoś z was powie: No tak, przy pomocy Biblii można dojść do takich wniosków, jeśli chodzi o problem terroryzmu. Lecz członkowie Al-Kajdy mogą z Koranu wyczytać zachętę do zabijania bezbożnych Żydów czy chrześcijan. I teraz czyją stronę przyjąć? Możemy na to wszystko powiedzieć tylko tyle, iż wiemy, komu uwierzyliśmy. Wiemy, dlaczego jesteśmy właśnie chrześcijanami. „Ja odpłacę, mówi Pan”.

Prawdopodobnie to, co dzieje się na północy Iraku z irackimi chrześcijanami i mordującymi ich mudżahedinami przybrało formę wojny religijnej. I to jest cos najgorszego, co mogłoby się wydarzyć. Uważam bowiem, że wojna religijna, święta wojna jest najbardziej bestialską ze wszystkich rodzajów wojen. Jeżeli już trzeba prowadzić wojnę, to powinno się ja prowadzić z powodów i dla celów ograniczonych, tak, że wiesz, kiedy je osiągnąłeś i kiedy nastał czas, by wojnę zakończyć, lub stwierdzasz, kiedy nie jest ona warta świeczki. Lecz, gdy wojna prowadzona jest dla celów nieograniczonych – w walce przeciwko Szatanowi, zgniłemu Zachodowi, dla Chrystusa lub o czystość religijną czy rasową – wtedy nie ma końca bestialstwu i okrucieństwu. Krucjaty zawsze były najokrutniejsze. W czasie krucjaty całe dobro, święcie wierzymy, spoczywa po naszej stronie a całe zło po stronie wroga. Wrogowie przestają być w naszych oczach takimi samymi ludźmi, co my.

Niektórzy ludzie chcieliby wierzyć, że świat podzielony jest na tych dobrych i tych złych, a kolorami podstawowymi jest biel i czerń. Lecz tak nie jest ze światem i jest bardzo niebezpiecznym, gdy ludzie myślą inaczej.

Chwileczkę. Czy naprawdę nie ma prawdziwych wrogów i prawdziwego zła na świecie? Czy nie ma spraw, którym musimy powiedzieć stanowcze „Nie”? Czy nie ma ludzi, którzy są naprawdę niebezpieczni? Z pewnością istnieje zło, któremu musimy się oprzeć i istnieje duchowa walka przeciwko niemu. Lecz największym problemem jest prawidłowe jego rozpoznanie.

Istnieje historia o młodym parlamentarzyście przyprowadzonym po raz pierwszy przez jego starszego i doświadczonego kolegę z własnej partii do sali posiedzeń. Gdy więc usiedli w ławach, młody człowiek spotkał na ławy naprzeciwko i powiedział „To wspaniale siedzieć twarzą w twarz z wrogiem.” A jego starszy kolega spoglądając na niego rzekł: „Nie, chłopcze. To jest Opozycja. Twoi wrogowie siedzą po twojej stronie.” Jeśli uważamy, że cała wina i zło leżą po stronie innych, to nie jesteśmy w stanie dostrzec zła w nas samych, w naszych Kościołach, domach i wszędzie tam, gdzie powinniśmy je dostrzec.

A to oznacza, że dla chrześcijanina wrogami nie są przede wszystkim inni ludzie. Jeśli w tym boju wrogami są chrześcijanie, Żydzi, muzułmanie, katolicy, protestanci, komuniści, antykomuniści to ten bój nie jest chrześcijańskim bojem. To nie ludzie mają być postrzegani jako wrogowie – bój toczymy z siłami duchowymi. Jeśli to zło jest właśnie tym, przeciwko któremu mamy walczyć to nie wolno nam postrzegać żadnego człowieka, choćby najnędzniejszego, najbardziej zdemoralizowanego i ogłupiałego jako ucieleśnienia zła. Gdy jesteśmy przekonani, że złem jest inny człowiek to wtedy bądźmy pewni, że zło tkwi w nas.

Zło nie tkwi tylko w innych, lecz ono tkwi w każdym z nas. To właśnie przeciwko niemu musimy wdziać zbroję Bożą, jeśli chcemy być Jego żołnierzami i jeśli boje, które mamy toczyć mają być Jego bojami. A to wymaga odwagi, sumienia i współczucia.

Naszymi prawdziwymi wrogami nie są tylko inni gdzieś na zewnątrz, lecz to, co tkwi w nas – nasze tchórzostwo, ukrywanie się i siedzenie w kącie czy nasza pycha.

Bądźmy tylko ostrożni w wyszukiwaniu i rozpoznawaniu wroga. Amen.