02 wrzesień 2013

Chrystus całą swą naukę zawarł w przykazaniu miłości – kochaj Boga nad wszystko i drugiego człowieka jak siebie samego. Oznacza to również, że jeśli nie „kochamy”, nie akceptujemy samych siebie, to nie możemy kochać drugiego człowieka i w konsekwencji Boga, ponieważ – jak pisze św. Jan: kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi. Nieakceptowanie siebie sprawia, że własne niedoskonałości czy wady dostrzegamy odbite w drugim człowieku i – jak mówił Jezus – widzimy drzazgę w cudzym oku a belki we własnym nie widzimy. W akceptacji siebie może nam bardzo pomóc prawda, że Bóg jest miłością i Jego miłość akceptuje nas takimi jakimi jesteśmy. Prawdziwa miłość nie stawia warunków wstępnych. Chrystus umarł za nas, gdy byliśmy grzesznikami – Jego miłość wyprzedza nawet nasze nawrócenie. Zapewne trudno jest w to uwierzyć temu, kto w swym życiu nie doświadczył miłości lub doświadczał lęku przed jej utratą. Wielką krzywdę mogą uczynić dziecku rodzice, jeśli uzależniają swoją miłość od jego zachowania; jeśli mówią mu, że nie będą go kochali, gdy nie będzie grzeczne, czy jeśli nie zrobi tego czy tamtego. Tym bardziej jest to ważne, gdyż Boga nazywamy Ojcem i przez miłość do rodziców kształtuje się także nasze odniesienie do Niego. Dziś coraz bardziej uświadamiamy sobie, że nie można żyć bez miłości i nie ma w tej prawdzie nic z poetyckiej przenośni. Współczesna psychologia prenatalna mówi, że jeśli dziecko już w łonie matki nie doświadczy miłości, czy jest wprost przez nią odrzucone, umiera niekiedy po urodzeniu, a jeśli nawet przeżyje, może cierpieć na różne choroby fizyczne i psychiczne. Często też problemy ludzi dorosłych wynikają z tego, że nie zaznali w życiu miłości.

Miłość zatem w sensie najbardziej duchowym i zapewne upragnionym nie tylko przez poetów jest tą miłością, która jest niezmienna i wieczna jak miłość Boga do człowieka, która trwać będzie nawet wtedy, gdy ją podepczesz i odrzucisz; jest to miłość, której nie jesteś w stanie zranić, ani uczynić cierpieniem, bo miłość zawsze jest radością, jest też bezwarunkowa, to znaczy, że niczym nie musisz na nią zasłużyć, ani niczym nie możesz jej wysłużyć i niczego nie oczekuje w zamian. Miłość więc to cieszenie się dobrem drugiej osoby, jej wyborem, jej drogą...

Miłość kocha w tobie
twoje lęki i rozpacze
i ból niewysycony
Kocha w tobie
twe dni samotności
i miłości nieodwzajemnione
Kocha w tobie
twe pogmatwane drogi
i przeciwności przezwyciężone
Kocha w tobie twe marzenia
spełnione i niespełnione
Kocha w tobie
twe myśli najskrytsze
i prace codzienne
Kocha w tobie
to wszystko, co cię kształtowało
rodziło na nowo, przemieniało,
i uczyło obdarowywania innych
miłością bez oczekiwania
odpowiedzi.

Mistycy chrześcijańscy, podobnie jak starotestamentowi prorocy, posługiwali się często porównaniami miłości małżeńskiej w odniesieniu do miłości Boga. Za ideał zaś kontemplacji uważali trwanie w miłosnym zachwyceniu przed Bogiem. Największą naszą potrzebą – pisze święty Jan od Krzyża – jest milczeć przed Bogiem w pragnieniach i w mowie, bo jedyną mową, której on słucha, jest milczenie miłości. Nie lękajmy się zatem miłości ani chwil milczenia spędzonych na medytacji, zwłaszcza w tym świątecznym okresie, w którym w sposób szczególny Bóg objawia swą miłość do człowieka. Niech nasza medytacja będzie odpowiedzią miłości na miłość.

Jan M. Bereza OSB